Rozpoczynamy poszukiwania

W Twojej głowie pewnego dnia pojawia się myśl: “A może by tak kupić własne mieszkanie?“. To pytanie prowokuje kolejne. Prawdopodobnie, od razu siadasz przed komputerem albo chwytasz za telefon i zaczynasz przeglądać oferty. Jakie? Gdzie? Wielka płyta czy apartamentowiec? Nówka sztuka czy coś gotowego po remoncie? Z każdym wyświetlonym ogłoszeniem w głowie tworzy się coraz większy chaos. Zauważasz duży rozstrzał cen, metraży oraz stanu technicznego oglądanych mieszkań. Aby dojść do jakichś konstruktywnych wniosków, potrzebne będzie coś na kształt wspólnego mianownika. Wydaje się, że jednym z takich parametrów powinna być lokalizacja. No więc gdzie szukać?

Jakie? Gdzie? Wielka płyta czy apartamentowiec? Nówka sztuka czy coś gotowego po remoncie? Z każdym kolejnym wyświetlonym ogłoszeniem dociera do Ciebie coraz to większy chaos.

Amerykanie mawiają, że przy zakupie nieruchomości najważniejsze są trzy rzeczy: localization, localization and localization… i trudno się z nimi nie zgodzić. Kiedy ja przeglądam oferty, zwracam uwagę na dzielnicę miasta, w której dana nieruchomość się znajduje. Ty też szybko dostrzeżesz pewne prawidłowości.

Cena versus lokalizacja

Bez wątpienia ścisłe centrum miasta będzie wiodło prym w rankingu cen za metr kwadratowy powierzchni, a najtańsze będą mieszkania na obrzeżach z widokiem na pasące się pod lasem sarny lub obwodnicę. Poza tą dość oczywistą zależnością, warto pamiętać o tym, że niektóre dzielnice, a nawet pojedyncze ulice, ze względu na swój „wyjątkowy” charakter. Może to być modna zabudowa, obecność urzędów, instytucji biznesowych, uczelni czy liczne atrakcje turystyczne. Ich ceny będą znacznie wyższe niż wskazywałoby na to ich położenie na planie miasta. Czy z tego względu powinniśmy nie zważając na koszty kupić mieszkanie właśnie tam? Niekoniecznie.

W jakim celu kupujesz to mieszkanie?

Jeżeli mieszkanie służyć będzie dziecku, które rozpoczyna studia, niewielkie mieszkanie blisko wybranej szkoły wydaje się najlepszym wyborem zarówno ze względu na szybki dojazd jak i łatwość sprzedaży lub wynajmu po ukończeniu nauki przez naszą pociechę.

Młode małżeństwo z dwójką dzieci celować będzie raczej w nieco większy metraż i niekoniecznie w centrum. Dla nich ważniejszy będzie park z placem zabaw, bliskość przedszkola i brak ruchliwej ulicy bezpośrednio po wyjściu z klatki. Zdecydowanie, mile widziany będzie też osiedlowy sklep, niezbyt duże natężeniu ruchu turystycznego oraz brak dużych wzniesień czy schodów skutecznie utrudniających spacery z wózkiem.

Jeżeli planujesz przemieszczać się po mieście komunikacją publiczną, istotna okaże się bliskość węzłów komunikacyjnych (autobusowych, tramwajowych czy kolei miejskiej). Dobrze też, gdyby z pobliskich przystanków autobusy w stronę centrum odjeżdżały częściej niż trzy razy na dobę. Podczas gdy Ty nawet nie myślisz o tym, czy i gdzie da się tam zaparkować autem (nie straszne Ci więc i kamienice w historycznych częściach miasta), Twoi zmotoryzowani znajomi zdecydowanie będą woleli zamieszkać na osiedlu zapewniającym dużą ilość miejsc parkingowych, najlepiej poza strefą płatnego parkowania lub z możliwością zakupu garażu. Nie bez znaczenia będzie również łatwość wydostania się z osiedla w porannych godzinach szczytu.

Na tych kilku przykładach, już widać, że dobra okolica dla każdego znaczy zupełnie coś innego i ostatecznie wcale nie musi być droga. Musisz raczej zamknąć oczy i zastanowić się, czy rano idąc do pracy chcesz mieć możliwość zakupu kawy na wynos w sklepie na parterze, by zaraz po tym wskoczyć do tramwaju; czy raczej wolisz swobodnie wypakować dzieci i co tygodniowe zakupy bezpośrednio z auta do windy na poziomie garażu podziemnego.

Lokalizacja, a bezpośrednie otoczenie mieszkania

 Załóżmy, że opisane aspekty są dla Ciebie oczywiste, ale jest jeszcze coś o czym nie zawsze myślimy. To widok z okna. Zdarzyło mi się, że oglądałam mieszkanie zimą, późnym wieczorem, przez 20 minut. Decyzję o zakupie podjąłem kilka dni później, potwierdziłem wszystko telefonicznie, a po dwóch tygodniach wszedłem do swojego mieszkania i spojrzałem przez okno w dzień. Oczom mym ukazała się zajezdnię karetek pogotowia, które ruszały spod bloku na sygnale. I tak przez cztery lata studiów… Jeśli kupujesz mieszkanie dla siebie, jestem przekonany o tym, że chcesz, aby do Ciebie pasowało. Jedni cenią sobie zieleń i śpiew ptaków, inni lubią lofty i chcieliby przy porannej kawie patrzeć na postindustrialne zabudowania. Mam znajomego, który mieszkając większość życia w ścisłym centrum dużego miasta, po przeprowadzce na swoje, narzekał, że nie może spać nie słysząc co chwilę przejeżdżającego obok tramwaju, a dodatkowo niesamowicie drażnił go śpiew ptaków nad ranem. True story!

Sąsiedzi

Kupując mieszkanie, w pakiecie dostajesz obecność innych ludzi w Twoim życiu – sąsiadów, … bliskich sąsiadów. Przy zakupie mieszkania w nowiutkiej inwestycji, nie wiadomo czy za ścianą zamieszka para uśmiechniętych staruszków czy studiujący wyznawcy death metalu. Za to na rynku wtórnym możemy już przeprowadzić małe rozpoznanie. W tym celu, zawsze można przejść się po okolicy, obejrzeć (i powąchać) klatkę schodową. Możesz zobaczyć w jakim stanie jest śmietnik, wózkownia albo rowerownia. Wiele o sąsiadach powie Ci też zaścielony grubą warstwą niedopałków trawnik pod balkonem oglądanego mieszkania. Wprost nie do przecenienia bywa czasem instytucja wystającej z okna sąsiadki, która uprzejmie zagadnięta, jest na ogół bardzo rozmowna?

 

Inwestycje deweloperskie – pięciolatka na placu budowy

Perspektywa urządzenia po swojemu świeżutkiego, nieskalanego obecnością innych ludzi i ich zwierząt, mieszkania z rynku pierwotnego jest bardzo kusząca. Bardzo możliwe, że zamiast kupić coś na rynku wtórnym, wolisz odczekać pół czy nawet półtora roku. Nie przeraża Cię nawet to, że wyczekując na odbiór pachnącego nowością mieszkania, w międzyczasie będziesz już płacić odsetki kredytu. Uwaga! Na rynku pierwotnym również mogą czyhać niemiłe niespodzianki, zwłaszcza, jeśli Twoje mieszkanie oddawane będzie w pierwszym etapie dużej inwestycji deweloperskiej… Możliwe, że dopiero po zakupie zorientujesz się, co oznacza, że będzie ich jeszcze, dajmy na to, siedem. Po pierwsze, budowa może oznaczać widok z okna wprost na plac budowy. To również przeciskanie się w wąskim przejściu z kolejnymi ekipami remontowymi. A w przypadku zmotoryzowanych, to wymijanie z czteroosiowymi ciężarówkami w wąskiej drodze dojazdowej, albo zaścielona błotkiem posadzka w garażu podziemnym. Budowa to także hałas, braki w dostawach wody i prądu. To trzeba wiedzieć.

A może za oknem nic się nie wybuduje… ?

Możliwe, tylko po co tak zaklinać rzeczywistość? Lepiej sprawdzić. Plany zagospodarowania przestrzennego czy decyzje o warunkach zabudowy to powszechnie dostępne informacje. (Nam też swego czasu wydawały się wiedzą tajemną, ale to nic strasznego!). Mieszkając w mieście musisz wiedzieć, że to nie jest pustynia. Miasta (zwłaszcza te duże) rozwijają się, a co za tym idzie rozbudowują. Rosną wszerz i wzwyż, tak aby zagospodarować każdy skrawek wolnego gruntu. Jeśli nie chcesz, aby za oknem Twojego 4-latka stał biurowiec, którego pracownicy nocami obsługują rynek amerykański, sprawdź co miasto tam planuje. No chyba, że maluch i tak lubi spać przy świetle ;). To nic nie kosztuje, a ma jeszcze jedną bezsprzeczną zaletę. Otóż być może w perspektywie kilku lat, miasto planuje doinwestować waszą okolicę. Nowa linia tramwajowa, węzeł drogowy lub wyznaczenie strefy ekonomicznej podnoszą wartość Twojej nieruchomości. Takie decyzje mogą niewątpliwie ułatwić Ci sprzedaż, o ile za kilka lat tak właśnie zdecydujesz.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *